czwartek, 24 kwietnia 2008

Dawno temu...

...pisałam ostatniego posta. Ale cóż! Bywa i tak.
Od kwietnia poszłam na praktykę do kancelarii, w której już kiedyś byłam. I już po dwóch dniach kolega, który był u nich na stażu (czyt. praktyce ciut płatnej), zapropował, bym wskoczyła na jego miejsce. On już nie miał czasu, by dłużej zostać, bo musiał się zabrać na serio za magisterkę. Tak więc od paru tygodni pracuję sobie na pół etatu, poniekąd w branży. Tzn. dużo jest pracy biurowej, ale coś merytorycznego też się trafia. I w ten sposób mam malutki  wkład do naszego domowego budżetu.
W sumie ja też mam pracę mgr do napisania, więc tak dziubię po troszku, jak mam chwilę.. Może się uda już coś zanieść do promotora w przyszłym tygodniu. Trzymajcie kciuki!
Poza tym zabraliśmy się z powrotem do tańczenia. I coraz więcej radości nam to sprawia :) I widać już malutkie efekty dwumiesięcznych ćwiczeń. Również na wadze ;) (dokonała metoda - polecam).
Ach, no i wreszcie odbyła się u nas (chyba już ostatnia) parapetówa. Zdjęcia są, choć nie wiem, czy niektórzy by mnie nie udusili, gdybym je tu wrzuciła :D Twister w spódnicy bywa naprawdę ..urokliwy!
I nie wiem, czy wiecie, ale wiosna już na całego i chętnie poszłabym na spacer, a tak muszę wracać do pisania. Ale - ponieważ Piotrek imprezuje - to mu przynajmniej piwo z lodówki podwędzę..

0 komentarze: