Niestety w dzieciństwie nie miałem żadnych zestawów typu "Mały technik", "Mały chemik", czy inne takie. Zawsze oczywiście intensywnie pomagałem Tacie we wszystkich pracach remontowo-naprawczych, obsługiwałem wiertarkę itp., stąd trochę wiedzy mi zostało i na szczęście dwóch lewych rąk do takich rzeczy nie mam. Jedyne co, to boję się roboty z prądem, ale na szczęście na razie większe przeróbki mnie nie czekały.
Ponieważ nie może być tak, że do każdej głupiej dziurki, szafki, haczyka korzystam z pomocy fachowców postanowiłem sam coś zrobić w celu upiększenia naszego mieszkanka. I tak powoli kilka rzeczy się zmieniło za moim skromnym udziałem (ten post bynajmniej nie ma być formą chwalenia się - po prostu zwyczajnie po wykonaniu tych rzeczy byłem z siebie dumny - i taka robota zaczyna mi powoli również przyjemność sprawdzać - nie jest źle).
Remont piwnicy.
Taki gruntowny. To był prezent dla Kasi na Imieniny - prezent długoterminowy, bo remont trwał jakieś 2 miesiące, wszystko oczywiście w tajemnicy wielkiej przed Kasią - i na szczęście się udało - o niczym się nie dowiedziała. A na remont składało się (o zgrozo!!!) odgruzowanie starej piwnicy - nikt tam nie grzebał od dobrych kilku lat i trzeba było cały syf przejrzeć i większość wyrzucić. Wymienić drzwi na porządne z ocynku (to nie moja sprawka - aż taki wprawny nie jestem). Powiesić półki (to też jeszcze nie ja), wyszorować dwukrotnie, skręcić regały, no i jest... Udało się. I niespodzianka była.
Drzwi mieszkania.
Numer mieszkania na drzwi... Prosta sprawa, bo cyferki naklejane - szkoda, że się odkleiły już dwa razy, ale na razie dzielnie wiszą...
Etykietka "Katarzyna i Piotr Leszczyńscy" przy dzwonku.
Tablica korkowa w gabinecie
Niestety nie obyło się bez naruszenia integralności szafki - tzn. trzeba było wbić dwa gwoździe... :)
Gałki w szafkach w łazience
Pożyczona od sąsiada-fachowca wiertarka pneumatyczna i poszło. Nawet obyło się bez strat w ludziach, sprzętach i innych rzeczach. Żadne zwierze nie ucierpiało. Przynajmniej fizycznie, bo Pirat nie lubi odgłosów w stylu wiertarka - aczkolwiek młotek znosił całkiem dzielnie.
Zawór bezpieczeństwa w ogrzewaczu wody
To było wyzwanie. Od pewnego czasu spadło nam w kuchnic ciśnienie w kranie. Zwłaszcza ciśnienie ciepłej wody. Do tego stopnia, że było to odczuwalnie denerwujące. Dodam, że woda w kuchni jest ogrzewana elektrycznie w zbiorniku 40 litrowym, umieszczonym pod zlewem.
Hydraulicy, którzy akurat przyszli zrobić co innego, powiedzieli, że to prawdpodobnie zawór bezpieczeństwa.
Dla mnie to bez pojęcia, żę takie małe gówno potrafi tyle rzeczy (jak zobaczyłem schemat wnętrza, to mi się nie chciało główkować co to potrafi).
W każdym razie wymieniłem - sam. Dodatkowo poznałem jak bardzo uniwersalny i przydatny jest klucz francuski, oraz, że instalacje wodne można uszczelniać np. taśmą teflonową.
Niestety za słabo dokręciłem jeden zawór, a testy bezpośrednio po zmianie tego nie wykazały i mieliśmy drobny wyciek wody, ale już wszystko jest ok.
Kasia też majsterkuje :)
Kasia dzielnie mnie wspiera, nie tylko duchowo :). Ostatnio zakupiliśmy całą masę doniczek na balko i moja Małżonka sama się zajmuje przygotowanie tego do użytku (łącznie z montażem):

0 komentarze:
Prześlij komentarz