wtorek, 26 sierpnia 2008

Alors...

żeglarzem jestem!

W Trzebieży czas minął szybko, miło i skutecznie. Na egzamin poszłam w pewnym, dobrym nastroju. Niestety Pewna Pani Egzaminatorka [PPE] trafiła idealnie w coś, o czym jednak nie miałam pojęcia. W FIZYKĘ! Ale po długich zmaganiach już kojarzę, jak rozłożyć siły na płetwie sterowej, gdy łódka skręca w lewo.. :> Ech. Reszta pytań była już lepsza, tylko że to padło jako pierwsze i zdążyło mnie skutecznie wyprowadzić z równowagi. Szczególnie wtedy, gdy już zaczęłam mówić dobrze, natomiast PPE się popierniczyło...

Teraz zaś wsiąkłam spowrotem do moich kodeksów i innych przepisów, gdyż Ten Dzień się nieuchronnie i coraz bardziej zbliża.. Przerywnikiem był tylko wieczór panieński I., gdzie szaleństwom i śmiechom nie było końca... A ponieważ był to tylko przerywnik, wsiąkam dalej i proszę o wsparcie, gdyż mi się wcale, ale to wcale nie chce...

PS. Nad tańcem zaś wytrwale pracujemy i w związku z tym dzisiejszy dzień spędzam na łóżku z nogami u sąsiadów z góry.. Będą zachwyceni!

1 komentarze:

lotta pisze...

Trzymam kciuki. Ale nie za to, zeby sie udalo zdac (bo to ze sie uda jest tak oczywiste, ze trzymac az nie wypada :) )ale trzymam za motywacje i sily do nauki.
Ale nie daj sie kodeksom pochlonac do konca!
Calusy!