środa, 1 października 2008

Turcja

Na urlop w tym roku mieliśmy pojechać w Bieszczady i może zahaczyć o Solinę. Niestety pogoda nie dopisała, a marznąć nie chcieliśmy i ostatecznie wylądowaliśmy w Riwierze Tureckiej!

Było pięknie, ciepło i klimatycznie :) Byliśmy w Hammamie (łaźni tureckiej), w kanionie Sapadere i w wiosce o tej samej nazwie. zaglądnęliśmy do typowego starego domu tureckiego, do meczetu, do szkółki podstawowej. Byliśmy też w tkalni jedwabiu.

Ogólnie wybyczyliśmy się za wszystkie czasy, popróbowaliśmy kuchni tureckiej. W naszym przypadku obfitowała ona w baraninę, paprykę, chałwę, pistacje, dziwne przyprawy, arbuzy, melony, gözleme (tureckie naleśniki) i czaj, czyli herbatę. Kawa po turecku poszła już trochę w niepamięć, gdyż jakiś czas temu na turecki rynek weszła z hukiem herbata i tak już zostało. To ona tu króluje w przeróżnych smakach, z jabłkowym na czele. Obowiązkowo pita w małych szklaneczkach o tulipanowym kształcie.

Nie udało nam się niestety pojechać ani do Kapadocji ani do Pamukkale. Nie zakosztowaliśmy też specyfiki tureckich zakupów, gdzie targowanie się może dochodzić nawet do 2-3 godzin. Nam udało się kupić kilka drobiazgów dość szybko. Jednak targowanie się jest mocno zakorzenione w kulturze tureckiej i Turcy się w to angażują, tak że nie można się już z zakupu wycofać bez przynajmniej złej miny i obrażenia sprzedawcy.

Prawdziwej Turcji widzieliśmy jednak mało, gdyż nasza miejscowość (Alanya) jest typowo turystyczna, obfitująca w ciągle wyrastające hotele i apartamentowce. Za to z naszego hotelu jesteśmy zadowoleni i spokojnie polecamy. Oto jego strona internetowa.

Myślę, że zdjęcia pojawią się niedługo na Picasie. Na razie wracamy do normalności w polskim chłodzie i pourlopowym nieporządku :) Jak tylko się troszeczkę odgrzebię, to fotki powrzucam.

Güle Güle! Do zobaczenia!

0 komentarze: