czwartek, 28 lutego 2008
Wyjeżdżamy....
Najdłuższa trasa to - bagatela - 12 km (najdłuższa w Europie ponoć)... Piotrek stwierdził, że może od rana do wieczora mi się uda po niej zjechać...
Sama okolica poraża pięknem i przeraża (mnie!) swoim ogromem. Ale cóż najwyżej będę z Piratem (jeśli przeżyje podróż) zwiedzać ten piękny mały kraj, podczas gdy mąż z teściem będą szusować ;)
Życzcie nam miłego wyjazdu, dobrej pogody, a mi dodatkowo wytrwałości...
Pa pa!
czwartek, 14 lutego 2008
Mieszanie sałatki
JA: Jak można mieszać sałatkę dwoma widelcami.
ONA: Bo tak jest wygodnie.
JA: Mi jest wygodnie łyżką i widelcę, podobnie wszystkim producentom sztućców do sałatek.
To mówiąc zamieniłem jeden z widelców na łyżkę. Mieszam, mieszam. Zająłem się czymś innym.
Jak Kasia nakładała mięso postanowiłem jeszcze raz wymieszać sałatkę. Jakież było moje zdziwienie gdy:
JA: Co za idiota wsadził do sałatki dwie łyżki.
ONA: To Ty też wymieniłeś??
wtorek, 12 lutego 2008
Informatycy - lud złośliwy, kapryśny i oczywiście niechętny do pomocy
Apel do wszystkich. Komunikaty o błędach są zwykle tak zrobione, że jest w nich napisana przyczyna niedziałania. Jeżeli już kogoś nie stać na to, żeby samemu przeczytać i spróbować zrozumieć (a nuż komunikat mówi, że plik jest za duży, by otworzyć go w notatniku :>), to na litość - czy zrobienie zrzutu ekranu, albo zawołanie informatyka w momencie wystąpienia błędu to tak dużo? My naprawdę nie wszystkie problemy potrafimy rozwiązać kiwnięciem palcem - i samo się zrobi. A gadanie, że wyskakuje "jakiś" błąd bez podania jakichkolwiek szczegółów jaki jest gówno warte.
Stary jogurt
(ONA) sałatę posypaną jogurtem naturalnym
Ja rozumiem, że czerstwe bułeczki. Ale to już jest przesada...
czwartek, 7 lutego 2008
No bałaganiarz jestem...
ONA: Bo Ty jak wychodzisz, to zawsze syf zostawiasz. Nieważne czy wychodzisz z domu czy ze mnie.
środa, 6 lutego 2008
Zrozumienie działania sieci komputerowej
Trzeba nagrać zdjęcia na płytkę, co by je można było wywołać. Zdjęcia są na stacjonarnym, ale ja zaraz będę z niego korzystał, więc Kasia musi je skopiować na laptopa. Włączyła stacjonarny, bo myślała, że zdąży przede mną.
ONA: Bo te zdjęcia, to trzeba skopiować na płytkę pewnie?
JA: Spróbuj, może same się skopiują :>
ONA: To wyłączyć Ci komputer czy zostawić włączony?
JA: Wyłącz… Powodzenia życzę.
(chwila ciszy – trwa proces pseudomyślowy)
ONA: Aha. Odczep się.
JA: Ciekawe z czego będziesz kopiować.
ONA: Spadaj.
I cóż ja poradzę…
Jeszcze mi się przypomniało. Ostatnio mi się nie chciało tyłka ruszać, to sobie pulpit zdalny odpaliłem i pracowałem z laptopa na stacjonarnym kompie. Następnie bawiłem się trochę komendą shutdown z różnymi parametrami.
JA: HURRA – udało mi się wyłączyć kompa w gabinecie.
ONA: O fajnie. Jak to się robi?
JA: Nieważne…
ONA: Grrr. A włączyć też umiesz?
[kurtyna]
Tragiczna śmierć Ewy Bem
Nie rozumiecie? Mnie nie pytajcie, sama nie wiem. Telefon do taty mogę podać.
Najgorsze jest to, że musieliśmy sobie wszyscy zadać naprawdę WIELE trudu wczoraj, żeby nie pospadać z krzeseł. I powtarzam, że naprawdę nie wiem, o co chodzi.. Bo to przecież niemożliwe, żeby te dwie lampki wina tak podziałały.
...
PS. Pani Ewo, najmocniej przepraszam... Nawet Wikipedia utrzymuje, że Pani nadal żyje :D
niedziela, 3 lutego 2008
Fondue
Rok temu dostaliśmy na moje urodziny zestaw do Fondue (od moich Rodziców). Grzecznie przeleżało sobie prawie rok w szafce, aż do stycznia. Jakieś 2 tygodnie temu robiłem wersję klasyczną czyli serową, a wczoraj w ramach kolacji urodzinowej było fondue czekoladowe. Poniżej przepisy wraz z moim komentarzem.
Fondue Serowe
- 25 dag ementalera
- 40 dag gruyera
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
- 450ml białego wytrawnego wina
- ½ łyżeczki startej gałki muszkatołowej
- 2 ząbki czosnku
- 50 ml czereśniówki, kirszu lub innej wytrawnej owocowej wódki
- 1 łyżka soku z cytryny
- Sól, świeżo zmielony pieprz (najlepiej biały)
Natrzyj kamionkowy lub żaroodporny rondel przekrojonym na pół ząbkiem czosnku. Drugi ząbek czosnku posiekaj i wrzuć na dno rondla. Wymieszaj starannie mąkę z 3 - 4 łyżkami wina i sokiem cytrynowym, który bardzo ułatwia idealne roztapianie się sera. Zetrzyj sery na tarce z dużymi oczkami. Postaw rondel na małym ogniu, wlej wino i podgrzej. Wsyp pierwszą porcję sera, a gdy się roztopi i idealnie połączy z winem (nie zapomnij o mieszaniu dużą łyżką lub trzepaczką rózgową), wsyp drugą. Podgrzej, dodaj mieszaninę mąki i wina, wymieszaj i zacznij przyprawiać fondue. Zdejmij rondel z ognia, wlej wiśniówkę (wytrawną lub morelówkę,ostatecznie kieliszek zwykłej wódki, która doda ostrej nuty), wsyp szczyptę soli, sporo świeżo zmielonego pieprzu (najlepszy w tym wypadku - biały), pomieszaj, spróbuj. Może jeszcze trzeba dodać wiśniówki, może wsypać więcej gałki muszkatołowej? Gotowe fondue może czekać i godzinę, zanim podasz je na stół. Jeszcze pokrój bułkę w dość grubą kostkę, wsyp na idealnie czystą blachę i krótko opiecz w piekarniku. Niektórzy podają świeże pieczywo, ale znawcy uznają to za profanację. Grzanki muszą być chrupiące! Podpieczone mniej się kruszą i ser w kociołku nawet po godzinie ucztowania ciągle jest kremowy, a na dnie nie osiada nieapetyczna warstwa bułki. Ustaw maszynkę spirytusową na stole (połóż najpierw deskę, tacę cynową lub matalową, arkusz korka), wnieś kociołek z serowym fondue, zapal ogień i gdy ser rozgrzeje się, pora rozpocząć ucztę.
Ten przepis znalazłem w necie. Mój komentarz:
Wszystko fajnie. Po męczeniu się z roztapianiem sera przez 1,5h na palniku już się miałem poddać. W końcu się na szczęście zaczęło rozpuszczać. Nie wiem co zrobiłem nie tak nie mniej jednak byłem lekko zdegustowany czasem oczekiwania. Jak się dowiem jak można to przyspieszyć, to nie omieszkam napisać. A próbować zamierzam, bo potrawa jest super. Polecam podpieczenie pieczywa i polecam naprawdę małe kawałki. Jeszcze z uwag – droga impreza. Oryginalny gruyer kosztuje 75zł za kilogram (polski odpowiednik 37zł co i tak małą kwotą nie jest). Ale ogólnie wypas.
Fondue czekoladowe
- 2 banany
- 2 jabłka
- 2 gruszki
- 4 mandarynki
- 1 cytryna
- 3 tabliczki gorzkiej czekolady
- 100 ml likieru owocowego lub brandy
- 1/4 śmietanki 12-proc.
- 2 żółtka
- 2 łyżki cukru
Umyj i obierz owoce. Pokrój na nieduże kawałki. Owoce, które ciemnieją, skrop sokiem cytrynowym. Ułóż starannie i estetycznie - nie mieszając gatunków owoców - na półmisku. Przykryj folią i wstaw na 2 - 3 godziny do lodówki. Połam czekoladę, ubij żółtka z cukrem i dwiema łyżkami śmietanki. Wsyp do kamionkowego naczynia czekoladę. Wlej resztę śmietanki i ubite jajka. Postaw naczynie na podgrzewaczu i razem z gośćmi zaczekaj, aż czekolada się roztopi. Od czasu do czasu mieszaj masę dużą łyżką. W ostatniej chwili wlej alkohol i pamiętaj, że zbyt długo podgrzewana czekolada twardnieje i traci smak.
Przepis z tego samego źródła. Mój komentarz:
Nauczony poprzednim doświadczeniem zacząłem odpowiednio wcześniej roztapiać wszystko. I tu zonk – w przypadku fondue czekoladowego rozpuszczenie całej masy to rzeczywiście jest błysk. I co do cholery oznacza ¼ śmietanki – jakiej?? 0,25l, 0,5l, 1l?? W każdym razie ja się ogólnie rozczarowałem. Dla mnie za gorzkie, zapycha niesamowicie, problem z tym jak to utrzymać w formie stale płynnej – szybko gęstnieje i robi się już nienajlepsze. Ogólnie to chyba do zjedzenia na szybko w 30min do 1godz. I to najlepiej w więcej osób, bo strasznie dużo owoców zostało – chyba trzeba będzie sałatkę jakąś zrobić.
Zdziwimy się dwukrotnie – czyli o okazjach słów parę
Tak to już jest. Przekonuję się o tym niezmiennie. Wczoraj przekonała się o tym Kasia. Otóż miała urodziny wczoraj (kolejne 18-te) i właśnie dwukrotnie się zdziwiła – pierwsze zdziwienie dotyczy osób, od których spodziewała się dostać życzenia a ich nie dostała i drugie zdziwienie – życzenia od osób od których się nie spodziewała. Od razu nadmienię, że uważam zapominanie o urodzinach za coś bardzo niemiłego. I mam dużego kaca moralnego jak sam o czyichś zapomnę, a zdarza mi się.
Tak czy inaczej ponieważ ja już jestem na etapie odpoczywania, a Kasia jeszcze zakuwa do jutrzejszego (miejmy nadzieję również ostatniego) egzaminu, to od czwartku ja sobie dokoła Niej skaczę i staram się jak najbardziej jej ułatwić naukę (np. w czwartek byłem w Starym Porcie, co by jej za bardzo nie przeszkadzać :P).
Koniec…
No i się stało. W środę zakończyłem ostatnią regularną sesję egzaminacyjną na AGH na Informatyce. Tydzień wcześniej byłem na ostatnim regularnym wykładzie. I niby już od dwóch lat narzekam, że nas bzdur uczą i niepotrzebne nam to i połowa informacji jest nieaktualna i się do śmieci nadaje, to jednak jakoś tak dziwnie. Smutno trochę, ale przypuszczam, że to raczej ludzi i obcowania, współpracowania, czasami rywalizowania z ludźmi będzie mi brakowało. I zgadzam się z kolegą, że jedyną wartość na długie lata jakie możemy wynieść z uczelnianych murów, to notes z adresami i telefonami do znajomych/przyjaciół.
Niemniej jednak zakończyłem regularną edukację (pozostały jeszcze 2 projekty, magisterka i egzamin końcowy, ale to myślę już jakoś bezboleśnie w miarę przejdzie) i się byczę. Ciekawe co się robi z czasem, jak się kończy pracę o 16 i potem ma całe popołudnie dla siebie. Koledzy mówią, że nic i że można się do takiej ilości wolnego czasu przyzwyczaić. Ale ja myślę, że to nic to raczej dotyczy ludzi, którzy nie mają własnego mieszkania i rodziny. Ja mam chwilowo i jedno i drugie. Pewnie w perspektywie lat rodzina ta będzie się powiększać, a wtedy to już podobno totalnie na nic się nie ma czasu.
No cóż zobaczymy. W każdym razie chwilowo jestem jeszcze na etapie odreagowywania i odpoczywania. A o części tych przyjemności w kolejnych postach.
