czwartek, 8 maja 2008

Pomocnik ogrodnika

Jak Piotruś pokazał już na zdjęciu, kupiliśmy doniczki na balkon. I tak stały nieużywane od dnia zakupu, czyli od piątku 2.05. Dziś nie wytrzymałam. Poszliśmy z Piratem na nasz lokalny plac targowy "Beskidy" :) i zakupiliśmy kilka roślinek. Pirat mi dzielnie pomagał, tzn. nie obsikiwał Państwu wszystkich doniczek, tylko położył się grzecznie obok. Po powrocie do domu zabraliśmy się do pracy. Ja sadziłam roślinki, a mój dzielny pomocnik obwąchiwał każdą grudkę ziemi, co by jakaś niedobra się nie trafiła…
A oto efekty naszej ciężkiej pracy: 




Jak widać taka pomoc, to bardzo odpowiedzialne zajęcie!


Tylko jeszcze te kwiatuszki czekają na okrągłą doniczkę...


...a także 5 podłużnych doniczek czeka na resztę kwiatów. Ale resztę kupię już chyba na giełdzie, bo są dużo tańsze… Tylko kiedy?

niedziela, 4 maja 2008

Obiadek...

Dzisiaj byliśmy z Rodzicami i Babcią na obiedzie w restauracji Del Papa. Jedzenie wyborne, a obsługa bardzo miła i kompetentna. Ceny umiarkowane, aczkolwiek nie należą do najtańszych. Oboje z Kasią uwielbiamy włoską kuchnię, więc dla nas obojga była to szczególnie miła wyprawa.
Niestety - zgodnie z tym jak się je we Włoszech - żeby zjeść przystawkę, dwa dania i deser, to trzeba się wybrać do restauracji na 3 godziny. A my mieliśmy tylko 1,5.
Niebo w gębie...

sobota, 3 maja 2008

Lenistwo :D

Ja: Już pół godziny kończysz ten ostatni akapit...
Ona: Nie. Przez ostatnie 10 minut czytałam Twoje nowe wpisy na blogu. (z nadzieją w głosie) A co chcesz ze mną robić?
Ja: Nie wiem, ale uczyć mi się już nie chce :D

Parapetówka - published

Hej,

Zdjęcia z parapetówki umieszczone tutaj. Impreza była pod hasłem Włochy, stąd na niektórych widać elementy stroju w kolorach - zielony-biały-czerwony. Jak również widać imprezę zdominował Twister.

Mały majsterkowicz...

Niestety w dzieciństwie nie miałem żadnych zestawów typu "Mały technik", "Mały chemik", czy inne takie. Zawsze oczywiście intensywnie pomagałem Tacie we wszystkich pracach remontowo-naprawczych, obsługiwałem wiertarkę itp., stąd trochę wiedzy mi zostało i na szczęście dwóch lewych rąk do takich rzeczy nie mam. Jedyne co, to boję się roboty z prądem, ale na szczęście na razie większe przeróbki mnie nie czekały.

Ponieważ nie może być tak, że do każdej głupiej dziurki, szafki, haczyka korzystam z pomocy fachowców postanowiłem sam coś zrobić w celu upiększenia naszego mieszkanka. I tak powoli kilka rzeczy się zmieniło za moim skromnym udziałem (ten post bynajmniej nie ma być formą chwalenia się - po prostu zwyczajnie po wykonaniu tych rzeczy byłem z siebie dumny - i taka robota zaczyna mi powoli również przyjemność sprawdzać - nie jest źle).

Remont piwnicy.

Taki gruntowny. To był prezent dla Kasi na Imieniny - prezent długoterminowy, bo remont trwał jakieś 2 miesiące, wszystko oczywiście w tajemnicy wielkiej przed Kasią - i na szczęście się udało - o niczym się nie dowiedziała. A na remont składało się (o zgrozo!!!) odgruzowanie starej piwnicy - nikt tam nie grzebał od dobrych kilku lat i trzeba było cały syf przejrzeć i większość wyrzucić. Wymienić drzwi na porządne z ocynku (to nie moja sprawka - aż taki wprawny nie jestem). Powiesić półki (to też jeszcze nie ja), wyszorować dwukrotnie, skręcić regały, no i jest... Udało się. I niespodzianka była.

Drzwi mieszkania.

Numer mieszkania na drzwi... Prosta sprawa, bo cyferki naklejane - szkoda, że się odkleiły już dwa razy, ale na razie dzielnie wiszą...
Etykietka "Katarzyna i Piotr Leszczyńscy" przy dzwonku.

Tablica korkowa w gabinecie

 Majsterkowanie - 010
Niestety nie obyło się bez naruszenia integralności szafki - tzn. trzeba było wbić dwa gwoździe... :)

 

Gałki w szafkach w łazience

Majsterkowanie - 006

Pożyczona od sąsiada-fachowca wiertarka pneumatyczna i poszło. Nawet obyło się bez strat w ludziach, sprzętach i innych rzeczach. Żadne zwierze nie ucierpiało. Przynajmniej fizycznie, bo Pirat nie lubi odgłosów w stylu wiertarka - aczkolwiek młotek znosił całkiem dzielnie.

Zawór bezpieczeństwa w ogrzewaczu wody

To było wyzwanie. Od pewnego czasu spadło nam w kuchnic ciśnienie w kranie. Zwłaszcza ciśnienie ciepłej wody. Do tego stopnia, że było to odczuwalnie denerwujące. Dodam, że woda w kuchni jest ogrzewana elektrycznie w zbiorniku 40 litrowym, umieszczonym pod zlewem.
Hydraulicy, którzy akurat przyszli zrobić co innego, powiedzieli, że to prawdpodobnie zawór bezpieczeństwa.
Dla mnie to bez pojęcia, żę takie małe gówno potrafi tyle rzeczy (jak zobaczyłem schemat wnętrza, to mi się nie chciało główkować co to potrafi).

Majsterkowanie - 004 
W każdym razie wymieniłem - sam. Dodatkowo poznałem jak bardzo uniwersalny i przydatny jest klucz francuski, oraz, że instalacje wodne można uszczelniać np. taśmą teflonową.
Niestety za słabo dokręciłem jeden zawór, a testy bezpośrednio po zmianie tego nie wykazały i mieliśmy drobny wyciek wody, ale już wszystko jest ok.

 

Kasia też majsterkuje :)

Kasia dzielnie mnie wspiera, nie tylko duchowo :). Ostatnio zakupiliśmy całą masę doniczek na balko i moja Małżonka sama się zajmuje przygotowanie tego do użytku (łącznie z montażem):
Majsterkowanie - 011

A oto co m.in. będzie w tych doniczkach...Majsterkowanie - 012

Mój sposób kupowania muzyki...

W odpowiedzi na post Exa chciałem tylko powiedzieć, że mój styl kupowania muzyki jest inny. Ostatnio usłyszałem na treningu tańca (tak - tańczymy z Kasią) pewną rumbę. Normalnie coś pięknego. Po zajęciach wycieczka do trenera, ustalenie co puszczał, zabawa z iPodem, żeby było prościej utwór o magicznej nazwie "latin, rumba 2". No to puszczamy i słuchamy tekstu :).
Udało się - po powrocie do domu Google w ruch...

Płyta Enrique Iglesiasa "Escape". Przy czym mi chodziło o piosenkę "Maybe", ale w wersji innej, niż jest na płycie. Jeszcze trochę zabawy z Google i znalazłem - remix - Mark Taylor. Znalazłem wydanie rozszerzone właśnie m.in. o tę piosenkę w drugiej wersji. Allegro w ruch i dwa dni później już była...

Podstawowym narzędziem pracy jest...

... kalendarz i zegarek.
Czyli o organizacji czasu słów kilka.
Ogólnie od już sporej chwili w sposób konsekwentny i skrupulatny staram się organizować sobie czas. 
Konsekwencje tego są proste:

  • na przyszły rok potrzebuję kalendarz w większym formacie niż w chwili obecnej
  • w trakcie dnia wiem co mam do załatwienia i często większość z tych rzeczy udaje mi się zrealizować
  • jeżeli czegoś nie ma w kalendarzu i nie jest to moim codziennym nawykiem, to można przyjąć za pewnik, że tego nie zrobię
  • nauczyłem się organizować sobie czas tak, aby realizować zadania w perspektywie dnia, tygodnia, miesiąca nie marnując go zanadto i nauczyłem się planowania, które nie jest ani przeszacowane ani niedoszacowane (nie mówię tu o projektach informatycznych - to inna bajka)

Natomiast jeśli chodzi o planowanie w skali roku, to został niedawno poczyniony pierwszy krok:

Plan 2008 - 001(1)Plan 2008 - 002(1) Plan 2008 - 003(1)

Te zdjęcia pokazują ambitny plan na 2008. Taki zgrubny. Ale celów do zrealizowania trochę jest. Już widzę, że plan jest zbyt ambitny - tzn. nie wykluczone, że wszystko zaplanowane na 2008 uda mi się zrealizować, ale niekoniecznie deadline'y zostaną zachowane. Już widzę też, że plan jest zbyt szczegółowy. W każdym razie to pierwsza przymiarka - wierzę, że ten na 2009 będzie bardziej stabilny.

czwartek, 1 maja 2008

Blogosphere

Ostantio usłyszałem to właśnie słowo z ust Dino Esposito (na konferencji C2C). I nie wiem co prawda, co On miał na myśli, ale ja doświadczam w swoim życiu czegoś takiego, jak bardzo poszerzająca się deweloperska blogosfera. Tzn. wygląda to tak, że ilość nieprzeczytanych artykułów w GoogleReaderze raczej rośnie niż maleje - a ilość blogów, na które mam subskrypcję drastycznie wzrasta, bo jeden koleś poleca bloga innego kolesia i tak już łatwo dalej idzie.

W każdym razie z jednej strony bardzo mi się to podoba, bo z takich blogów można się czasami dowiedzieć rzeczy naprawdę ciekawych, ale z drugiej strony przeraża mnie fakt, że tyle ludzi traci czas na - nie czarujmy się - w wielu przypadkach powtarzanie tego, co ktoś już gdzieś zrobił/opisał (ostatnio doskonałym przykładem jest EntityFramework M$, oraz DynamicData, jak również MVC). No po prostu na sieci mnożą się proste tutoriale i opisy jak się z tego korzysta. A po co mi takich 30?

Ciekawe ile osób będzie miało w subskrypcji mojego bloga programitycznego jak go przywrócę do życia.

Dobranoc

Nie lubię Eclipse'a

Mówiłem już? No więc nie lubię. Zapewne wynika to częściowo z faktu, że znam go dość słabo - tylko do tego do czego jest mi potrzebny. Zawodowo nie miałem z nim za dużo styczności. W każdym razie liczba dodatków, pluginów itd mnie przeraża. Nieoprządane zachowanie mnie irytuje - np. to, że z jakiegoś powodu Eclipse postanowi mi ustawić jakiś plugin na disabled, oczywiście zupełnie mnie o tym nie informując.

Dziś np. w ciągu 6h pracy zwiesił się i wyłączył bez żadnego komunikatu chyba z 5 razy. Dodatkowo odnoszę wrażenie, że tyle pamięci ile mu pozwolę zeżreć, to tyle zeżre.

W każdym razie na razie nie dam się przekonać do tego oprogramowania. Faktem jest, że jest darmowe i strukturę do rozbudowy ma dużo lepiej przygotowaną od Visual Studio. Dodatkowym plusem jest gurowanie nad VS pod względem dostępnego Refactoringu i wszelkiego rodzaju udogodnień czysto developerskich (nie wiem jak to się ma w zestawieniu z VS2008, bo jeszcze nie miałem osobiście przyjemności). W każdym razie na pewno VS + R# bije Eclipse na głowę...

Poza tym nie lubię Javy, albo inaczej - wolę C#. Jakoś tak mi się poukładało w pracy zawodowej, że właśnie tak trafiłem.

 

A Eclipse i tak nie lubię. :)

Wygodny gadżeciarz...

Tak tak - Człowiek się starzeje, to nie dość, że się robi wygodny (do granic absurdu - w zasadzie inny pomysł jazdy gdzieś niż samochodem rzadko przechodzi mi przez myśl)...

A serio, to ostatnio coraz bardziej cenię sobie wygodę i łatwość używania wszelkiego sprzętu elektronicznego, jak również wszelkiego rodzaju oprogramowania. Ważne, żeby było wygodne w używaniu i służyło właśnie do tego co ja robię. Dodatkowo ma działać szybko i nie być za bardzo zasobożerne (dlatego Firefox pożegnał się z moim komputerem). Na drugi plan schodzi cena oprogramowania. Powoli zaczynam nosić się z zamiarem zakupu R# we własnym zakresie, ale to jeszcze się zobaczy. Na razie są NightBuilds wersji 4.0 i są za darmo.

A ogólnie co do gadżetów, to powoli zaczynam w pełni uczyć się wykorzystywania mouse-gestures. Do programowania w pracy zacząłem dodawać własne ClassTemplates i CodeSnippets, bo już mnie szlag zaczął trafiać.
Klawiaturę LogitechCordlessDesktop mam od dwóch lat i z faktu, że jest bezprzewodowa cieszyłem się już nie raz, natomiast dopiero teraz zaczynam wykorzystywać klawisze, które znajdują się po jej bokach - do obsługi zdjęć, stronWWW, programu muzycznego (u mnie WinAmp).

A tak w ogóle, to zachorowałem na iPoda (może być najprostsze Nano 8GB). Nie wiem czemu, ale jak już MP3 Player, to wolałbym coś pożądnego, a to przynajmniej ma solidną konstrukcję i chyba jest z najwyższej półki. Nie wiem co prawda jak się ma do tego Creative ZEN. Może ktoś się wypowie?

Udogodnienia... Micro$oft...

Staję się coraz bardziej zadowolony z wszelkiego rodzaju produktów, które wypuszcza Microsoft. I to głównie ze względu na ich jakość. A w połączeniu z dodatkami (darmowymi), często również publikowanymi przez tę korporację wszystko zaczyna wyglądać dużo lepiej.

LiveWriter

Ten post jest właśnie napisany przy użyciu Live Writer. W kilku miejscach na światowych blogach przeczytałem, że jest to najprzyjemniejszy w użytku edytor blogów i rzeczywiście wygląda bardzo przyjemnie. Z mojego punktu widzenia ma jednak zasadniczą wadę, co spowoduje, że nie wiem czy będę go w stanie używać - nie ma sprawdzania poprawności języka polskiego. To zapewne chwilowa niedogodność, niemniej jednak jest to dość uciążliwe, szczególnie jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju literówki.
Chwilowo brakuje mi tu jeszcze malarza formatów, ale nie będę narzekał. Wygląda nieźle.

IE7Pro

Dodatek do IE7, który czyni z niego naprawdę doskonałą przeglądarkę. Taką, której ja mogę używać. Żeby uniknąć niepotrzebnych pytań/uwag - tak jestem na etapie przesiadania się na IE7, bo z tym dodatkiem ma wszystko czego mi potrzeba, a od razu odpierając ataki:
Firefox NIE, bo (nie wiem jak 3.0, ale jeszcze nie jest stabilne :P) jest straszną kobyłą, zżera ogromne wręcz ilości pamięci, potrafi się rozpędzić do 90% zużycia CPU, działa woooolno. Gdyby pod Windows działał tak doskonale jak pod Linuxem, to na pewno bym go używał, a tak - niestety
Opera TAK, używałem jeszcze w tym tygodniu jako domyślnej przeglądarki, ale niestety za dużo rzeczy jej nie wspiera, a przede wszystkim Google nie w pełni ją wspiera, co mimo wszystko jest dość uciążliwe. Zasadniczy plus Opery dla mnie - jest niesamowicie lekka i szybka.